|
|
Tranzyty - 2009/02/02 22:32
Ostatnio w moim życiu dużo jest przewartościowań i zmian. Jestem wobec siebie niezwykle krytyczna i wymagająca a przy tym wszystkim mam w sobie dużo lęku czy podołam Zastanawiam się czy nie jest to spowodowane tym, że do mojego ASC zbliża się Saturn( obecnie znajduję się u mnie w XII domu ). Dodatkowo jeszcze Pluton znajduje się blisko IC a Wenus za chwile znajdzie się na descendencie ( zauważyłam że bardziej niż zwykle potrzebuje stabilizacji w życiu uczuciowym)
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/02 22:57
U mnie jest tak samo właśnie miałam już saturna na ascendencie niedawno, i zaraz powróci żeby wejśc znowu do 12 i potem znowu koniunkcja i już na stałe 1 hehe i czuje się dokładnie jak ty...ehhh też tak właśnie poważnie o życiu myśle, tyle wymagań mam...i mało rozrywkowy tryb życia w porównaniu z tym co kiedyś było prowadze a wręcz żadnego...a pluton jest jeszcze w 4 opozycje miałam już dawno, napewno u Ciebie zmiana w warunkach domowych jakaś ważniejsza. Ale właśnie jak piszesz, że nie wiesz czy podołasz to też mam takie myśli, ale staram się nie poddawać i trochę mnie ten saturn jakby mobilizuje...a teraz to chyba trochę przez niego zmienimy swoje życie. Aha z życiem uczuciowym też tak mam jak ty....
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/02 23:40
Ja to w ogóle strasznie lękliwa się zrobiłam. Wszystko mnie przeraża i przerasta a z drugiej strony czuje ogromną presję żeby się wykazać i nie potrafię siedzieć spokojnie tylko muszę działać. Jeśli chodzi o rozrywkowy tryb życia to od dłuższego czasu jest mi jakoś obcy tak, że doskonale Cię Marta rozumiem. Choć może teraz gdy moje Słońce wkracza pomalutku do V domu może coś się w tej kwestii zmieni.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 00:23
Daniela i Marta. Wasze posty mnie trochę zaniepokoiły, więc postanowiłam odpisać i podzielić się swym doświadczeniem.
Gdy Saturn wparował do mojego XII-tego domu, zaczęłam odczuwać bardzo silne napięcia psychiczne (nieznane mi dotychczas - tak myślę).
Gdy Saturn schodził mi pod Ascendent, a jednocześnie Uran ustawił się w opozycji do mojego Słońca, zaczęłam myśleć o rzuceniu studiów. W tamtym okresie życia po prostu siebie nie poznawałam. Ludzie zaczęli mnie drażnić, ich obecność mnie męczyła. Czułam do nich wstręt, olbrzymią niechęć, a sama myśl o wykładach, ćwiczeniach i przebywaniu w towarzystwie ludzi po prostu mnie przerażała. Jak już pisałam, kompletnie siebie nie poznawałam. Jakaś dziwna siła oddalała, odpychała mnie od ludzi i nie wiedziałam, co tak naprawdę się ze mną dzieje. Studia i tak rzuciłam - rok później, gdy Saturn wylądował mi na koniunkcji Mars/Merkury i w kwadracie do Księżyca. Chwilę potem Saturn wwalił mi się do znaku i dopadły mnie dziwne psychiczne dolegliwości i parę paskudnych choróbsk. Chociaż powiem, że ten cały Saturn pomógł mi też w pewien sposób ograniczyć nałogi i sprawił, że w pół roku straciłam 19 kg (z pomocą chorób), a razem licząc to 23 kg - teraz powróciłam do dawnej, normalnej wagi. Moje życie towarzyskie też nie wyglądało i nie wygląda najlepiej. Moją siostrę niedługo czeka zejście Saturna pod Ascendent i ciekawi mnie, co się wydarzy.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 01:24
Moim zdaniem, Saturn sprawia, że angażujemy się bardziej w swój własny świat - czyli wykazujemy większą aktywność na polu rodzinnym, intymnych związków bądź własnego wnętrza. Ogólnie, angażujemy się bardziej w to, co daje nam poczucie bezpieczeństwa.
Też miałam kłopoty w środowisku przede wszystkim starszych ode mnie ludzi po 5, 10, 15, 20 i wzwyż - wpadłam w to środowisko, gdy Saturn tranzytował mi Wenus (czyli kontakty towarzyskie) w pobliżu Ascendentu, co zaowocowało relacją ze starszym facetem, o czym już pisałam w innym wątku.
Twój Ascendent w Wadze, o którym piszesz, można podpasować pod moją Wenus na Ascendencie, co w istocie może zaowocować próbą włażenia Ci na głowę innych ludzi. Ja dałam sobie wleźć na głowę (czego bardzo żałuję) i odczuwam tego skutki. Teraz stałam się bardziej asertywna, a wręcz w pewnych momentach agresywna, co niektórych ludzi dziwi, bo zwracali mi uwagę na to, że zrobiłam się jakaś agresywna. Niestety, czasem moje zdecydowane reakcje na komentarze innych ludzi odbijają się na pewnych osobach głuchym echem. No i weź tu wytłumacz takim baranom, że pewnych komentarzy sobie nie życzę - po prostu strata czasu. Najlepiej czasem olać.
A propos atrakcyjności, to specjalnie obcięłam włosy, by faceci z takim zapałem nie postrzegali mnie jako tylko i wyłącznie obiekt seksualny (z marnym skutkiem). Poza tym byłam w bojowym nastroju, więc w pewnym sensie upodobniłam się do faceta. 
Tak szczerze mówiąc, to Saturn ogólnie źle wpływa na wszystko, nie tylko na poczucie atrakcyjności - jak dla mnie.
A jakie dokładnie masz kłopoty z sercem? Bo ja od dłuższego czasu miewam dziwne dolegliwości sercowe, lecz raczej nie natury biologicznej, a psychicznej. Niektóre z nich już minęły i mam nadzieję, że nie powrócą.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 01:42
Ja mam tak, że w pierwszym kontakcie jestem raczej miła, przyjazna czasem nawet trochę nieśmiała i zagubiona. Tak, że niektórzy myślą że będą mnie mogli mnie wykorzystywać ( bo taka grzeczna ). Tylko że ja wewnętrznie ( ten mój Księżyc w Baranie ) w ogóle taka nie jestem i przez to czasem słyszę teksty o dwulicowości. W ogóle to nie raz już słyszałam że mam nie łatwy charakter z czym niestety muszę się zgodzić (Księżyc w Baranie impulsywność, Słonce w koniunkcji z Marsem to samo i jeszcze w dodatku sekstyl Księżyca z Marsem plus położenie owego Marsa w Bliźniaku sprawia że lepiej ze mną nie dyskutować ). W poprzedniej pracy nie raz słyszałam "lubię Cie pomimo Twojej wybuchowości" albo "charakterek to Ty masz " . W związkach było to samo ( ciągła zmiana nastrojów i wybuchowość ). Na pewno duży wpływ na to miało moje pokręcone relację w domu ( które były naprawdę nie do pozazdroszczenia ).
Jeśli chodzi o atrakcyjność to nie miałam na myśli tu tylko wyglądu ale ogólnie nie czuje się atrakcyjna intelektualnie, wizualnie itd . A co do serca i w ogóle zdrowia to tyle lat w stresie plus moja wrodzona nerwowość musiały dać w końcu o sobie znać.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 02:19
Pokręconych relacji w domu nie zazdroszczę, bo też takie mam.
A ten cholerny Ascendent, to ta cholerna maska, której ciężko się wyzbyć. Mam jej szczerze dosyć. W moim przypadku podparta jeszcze tą rozlazłą Wenus. W ogóle podczas rozmowy z ludźmi często mimowolnie wyskakuje mi ten głupawy, dobrotliwy uśmieszek na twarzy, który wskazuje na to, że jestem miłą, sympatyczną dziewczynką (której można wleźć na głowę), kiedy tak naprawdę gotuje się we mnie ze złości lub innych negatywnych emocji. No ale oczywiście trudno przebić się prze tę maskę i wyrazić te negatywne emocje, bo "co sobie ludzie o mnie pomyślą, przestaną mnie lubić" i takie tam pierdoły. Potrzeba akceptacji, strach przed zranieniem kogoś się włącza. No i na dokładkę ten hamujący Saturn - to już w ogóle jest przebój. A że jestem bardzo wrażliwa na ciosy i źle znoszę czyjąś złość (zwłaszcza osoby, którą zdążę polubić) lub ostre, gwałtowne, opryskliwe traktowanie, to już w ogóle jest nieciekawie. Potem jest tylko żal, przykrość, złość, wstręt, ale także pragnienie zrozumienia reakcji, emocji i tego typu bzdety, a jak do tego człowieka nie ma jak dotrzeć, to kompletna dezorientacja i rodząca się odraza oraz dystans. Co tu dużo gadać. Same zamęty, odmęty i wykręty...
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 08:26
Ja się właśnie czuje taka obca. Aż mi ludzie mowią co sie z tobą dzieje, choć właśnie staram się być "jak zawsze" przy innych może też dlatego że nie lubie uzewnętrzniać jak coś mnie dręczy. Ale ja tego właśnie potrzebuje...chce jakoś spędzić chociaż ten czas produktywnie..bo właśnie ciągle mi leży na sercu, że więcej od życia chce i chce jakoś to zmienić a tu wcale nie prosto tak...ale naprawde ten saturn mnie ogarnął...
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 09:59
Kurcze, no, ten Saturn jest bee...Kasia, piszesz, że coraz bardziej angażujesz się w swój związek, co jest naprawdę fajne, bo oznacza, że rozwija się w dobrym kierunku, a we dwoje zawsze lepiej radzić sobie z problemami niż w pojedynkę
Pracą nie należy się aż tak stresować, w końcu zdrówko najważniejsze Mam nadzieję, że Twoje problemy zdrowotne to tylko przemęczenie i skutki stresu, które szybciutko miną, jak tylko Twój facet weźmie Cię w swoje ramiona i przytuli, hehe mnie to zawsze odstresowywało
Zgadzam się z HunterLone, że ten Ascendent to taka publiczna maska, a nie nasze prawdziwe ja..ja niby na pierwszy rzut oka jestem taka trochę Strzelcowa, taka strasznie wesoła, nieco ekscentryczna, tryskająca energią, dziecinna może i wydaje się, że np jestem powierzchowna, a to nieprawda..w sytuacjach niepewnych jestem nieśmiała i na uboczu ( taka Rybna), a jak mnie naprawdę ktoś dobrze pozna, to uaktywnia się moja Wenus w 7 domku i jestem ciepła, przyjacielska, wesoła..
Mam ten sam problem, co HunterLone, też jestem za mało asertywna..nie lubię nikomu robić przykrości i zawsze łagodzę konflikty, ja po prostu nie lubię się kłócić..i to nie jest dobre, bo jak ktoś potrafi tupnąć nogą tak porządnie i wybuchnąć, to moim zdaniem lepiej, zazdroszczę takiej umiejętności Wam i dużo bym dała, żeby ktoś mnie tego nauczył, hehe Jestem dobrą negocjatorką, ale za grosz nie umiem warknąć, kiedy trzeba..
pozdrawiam cieplutko i życzę dobrego humorku  Gemini
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/03 23:48
To ja zapodam jeszcze jeden cytat " jak się nie przewrócisz to sobie nie poleżysz"
Co do pozytywnego myślenia, uśmiechu itp to w moim przypadku sprawdza się w 99%. Tylko że czasem człowiekowi uśmiechać się nie chce
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 00:16
No tak. Saturn Saturnem, ale podczas jego tranzytów, to nikomu tak naprawdę nie chce się uśmiechać. 
O pozytywnym myśleniu chętnie poczytam, chociaż sama co do tego nie jestem przekonana.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 01:13
Jeśli chodzi o pozytywne myślenie to każdemu polecam. Choć wiem, że czasem naprawdę trudno wykrzesać z siebie entuzjazm kiedy wkurza Cię świat i wszyscy jego mieszkańcy Sama mam z tym problem choć z drugiej strony mimo wszystką byłam, jestem i chyba zawsze będę optymistką. Bo niby dlaczego miała bym dać za wygraną? Mogę oczywiście założyć że świat jest brzydki, ponury i niesprawiedliwy tylko że co mi z tego przyjdzie ( dodatkowe zmarszczki na czole ) . Dla mnie szczęście jest osiągalne same w sobie. Jako pewnie stan bycia a nie jako efekt finalny udanej kariery, życia rodzinnego, super powodzenia czy czegoś tam jeszcze. Ja sobie będę szczęśliwa pomimo wszystkich braków w moim życiu a nie z powodu moich osiągnięć. Krótko mówiąc poszukam szczęścia w szczęściu a nie w środkach do niego prowadzących.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 02:01
Zazdrości optymizmu Ci ta, uwiązana na smyczy pesymizmu - tak mi się wymyśliło na poczekaniu. 
Dopiero teraz dochodzi do mnie prawda, jak porzucony człowiek był krzywdzony, któremu przez większą część życia wpajano kompleksy i poczucie bezwartościowości. Ależ zabrzmiało poważnie! 
Dla każdego człowieka szczęście jest sprawą względną. Jednemu odpowiada to, a innemu coś zupełnie innego. Jak dla mnie szczęście równa się z... i tu nie wiem, co powiedzieć, bo szczęście być może równałoby się z tym, czego najbardziej się obawiam. No i konflikt! A jak człowiek się bardzo boi, to nie ma zmiłuj. To, co jest oczywiste i świadomie mnie boli, jest automatycznie odrzucane, choć tak naprawdę potrzebuję tego, jak każdy inny człowiek. Wystarczy sama świadomość. Człowiek świadomie godzi się na cierpienie na skutek odcięcia się od pewnych spraw w obawie przez jeszcze większym bólem, wiążącym się z zaangażowaniem w te sprawy. Taki wewnętrzny tchórz, którego szczerze nienawidzę.
W tej chwili znajduję się na etapie "wewnętrznej układanki" i w tym momencie największą satysfakcję sprawi mi osiągnięcie odpowiedniej równowagi wewnętrznej, co wiążę się w dużej części z przyjęciem odpowiedniej postawy wobec ludzi mnie otaczających, która umożliwi mi w miarę zdrowe kontakty z ludźmi, nie tłumiąc przy tym mych emocji i pozostając w zgodzie z mym wewnętrznym JA. Po prostu nieskrępowanie żyć w zgodzie ze sobą, a niekiedy wbrew ludziom, jeżeli zajdzie taka potrzeba i, przede wszystkim, bez strachu.
Jak coś jeszcze sobie przypomnę, to później dopiszę.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 10:38
A ja to całe życie jadę na przeciwieństwach jestem naprawdę bardzo pozytywną osobą, bardzo wierzącą w siebie, ludzie mi nawet to mówią, że mam dużo pozytywnej energii w sobie, i nawet często przyjmuje nieświadomie rolę takiego mentora że każdego konstruktywnie pociesze i powiem jakie to życie jest, że to wszystko się dzieje w naszej głowie i tak naprawdę wcale nie złe i że trzeba być silnym, ale jak ja mam zły humor to się zamykam zupełnie, odcinam albo nie daje po sobie poznać. Złe humory przyjmują u mnie formę takiej parodniowej jakby depresji lekkiego stopnia myślę że to też przez to że jestem za bardzo ambitna...nie to nie jest żle...ale zauważyłam, że czasami już zapominam jak się cieszyć w życiu drobnostkami...no i jak piszesz gemini pewnie zapomniałam już o wszystkich tych pozytywnych emocjach jakie zakochanie ze sobą niesie, to że komuś na tobie zależy...Nie mam jeszcze tak że jestem smutna bez powodu, na szczęście
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 11:20
HunterLone
A może trzeba zaryzykować i zderzyć się z tym czego się obawiasz. Co masz do stracenia? Pesymizm i złe samopoczucie. A w zamian możesz zyskać nową jakoś życia. Ja wiem, że może to tak łatwo pogadać i że nie znam przecież skali Twoich problemów osobistych ale czasem najlepsze metody to te najbardziej proste i oczywiste.
Co do szczęścia to chodziło mi o to że szczęście ma być stanem który osiągnę bez wyszukiwania ku temu specjalnych powodów. Bo przecież można osiągnąć bardzo wiele, spełnić swoje plany a nie być szczęśliwym. Taki trochę odwrócony proces ma to być nie coś tam zaprowadzi mnie do szczęścia tylko szczęście zaprowadzi mnie do czegoś tam ( te czegoś tam to jeszcze nie wiem co to jest )
Marta Być może skoro jesteś taką energiczną i optymistyczną osobą inni oczekują że to Ty zawsze będziesz to osobą do pocieszania i dodawania energii i w związku z tym nie pokazujesz swoich negatywnych emocji i zachowujesz je raczej dla siebie.
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 12:00
Pewnie masz rację Kasiu, to jest tak jakbym się bała okazać słabość. Z tym szczęściem to rzeczywiście tak jest, że sa ludzie którzy mają wszystko a nie są szczęśliwi...ale ja myślę, że wtedy najczęściej są samotni np...największe szczęście to chyba jednak miłość...obawiam się też, że pewnie przesadzam, a nie chce tego...ludzie mają naprawde poważne problemy...ale wiesz czuje napływ już lepszej energii
|
|
|
O:Tranzyty - 2009/02/04 23:26
Marta napisał: największe szczęście to chyba jednak miłość
Bardzo możliwe że tak właśnie jest. Jak by człowiek nie kombinował to prawda jest taka że nie jesteśmy stworzeni do samotności.
|
|